22 maja 2017

„Trochę zbyt poważna”, „nigdy niczego nie wie”, „znów zapomniała przebrać Jasia, a przecież prosiłam!” – ocena przedszkolanek z placówki naszego dziecka przychodzi nam bardzo lekko. Czy jednak z podobną lekkością przyjęlibyśmy krytykę zwrotną? Jak widzą nas „ciocie” naszego dziecka i które błędy rodziców wymieniają jako najbardziej drażniące?

Porozmawialiśmy z tymi, które spędzają z naszymi dziećmi po kilkadziesiąt godzin tygodniowo. Oto, co zarzucają rodzicom Magda, Justyna i Agnieszka.

Przyprowadzanie chorego dziecka.

Teoretycznie wszyscy wiemy, że nie powinno się tego robić. Podpisujemy regulamin, w którym zawarta jest informacja na ten temat. Jak jednak wygląda praktyka?

– Teoria teorią, w praktyce to farsa. Rodziców przyprowadzających chore dzieci do przedszkola jest ogrom i dzielą się na dwa typy. Pierwszy to matki szczere, które ze łzami w oczach tłumaczą, że ich syn czy córka kaszlą trochę, ale jeśli pójdą na zwolnienie, to szef dostanie furii. Tak nie powinno się robić i nie zezwalamy na pobyt dziecka, ale mamy dla tych matek więcej empatii. Pozostali udają, że o niczym nie wiedzą. Dziecko zaczyna gorączkować, zanosi się kaszlem, więc dzwonimy do rodziców. Zaskoczona mina i „ojoj, co ty mogłeś tak szybko złapać”. A malec sam nam wcześniej mówi, że mamusia już w nocy podawała mu „soczek na gorączkę”. I po co ta szopka? Dziecko i tak trzeba zabrać, a przy okazji zdążyło zarazić trójkę innych – podkreśla Magda.
Niestety, przyprowadzanie chorego dziecka to częsty występek rodziców. Chociaż wiele z nas rozumie, że zwolnienie z pracy nie jest dobrze widziane, to przecież tą metodą przedszkolne dzieci chorują na okrągło.

Niewystarczające dbanie o higienę dziecka.

Brudne dziecko? To chyba tylko z patologii – tak uważa wielu rodziców. Czy przedszkolanki zgadzają się z tym zdaniem?

– Patologia? Nic z tych rzeczy, zapewniam. Oczywiście nie możemy powiedzieć rodzicom, że ich dziecko jest niedomyte albo trochę zaniedbane. Ale lista zarzutów jest długa: czarne, długie paznokcie, brudne włosy i szyje, nieświeże ubrania i przede wszystkim – nieumyte zęby. To ostatnie jest najczęstsze, u niektórych dzieci po weekendzie widać na zębach osad. Od niektórych maluchów czuć też taką popielnicą, że zatyka oddech. I podkreślę raz jeszcze, że są to dzieci z normalnych rodzin, żadna patologia – kontynuuje Magda, która w publicznym przedszkolu w województwie pomorskim pracuje od trzech lat.

Brak dbałości o przygotowanie do zajęć.

O ile brak higieny zawstydza, o tyle już nieprzygotowanie zeszytu czy styropianowej kulki nie powoduje u rodziców takiego zażenowania. Czy te sytuacje są częste?

Może odpowiem tak: zawsze musimy mieć zapas – śmieje się pracująca w prywatnym punkcie opieki Justyna. – Czasem zastanawiam się, czy ci rodzice tak jak o liściach, kasztanach czy krepie zapominają też o np. szczepieniach. A tak poważnie, to to całkiem spory problem. Dzieci bywają wrażliwe i czasem, gdy nie mają czegoś, co z kolei mają pozostali, zanoszą się płaczem. Dlatego od roku mamy swoje „zapasowe” przybory dla dzieci zapominalskich rodziców. Oczywiście każdemu może się zdarzyć, nie ma co generalizować. Ale zwykle jest tak, że jednym rodzicom zdarzy się to raz na dwa lata, innym – co okazję. Przykre – dodaje Justyna.

Traktowanie uwag jak atak.

To naturalne, że słuchanie krytycznych uwag na temat zachowania swojego dziecka nie należy do przyjemności. Czy jednak rodzice mimo negatywnych emocji potrafią przyjąć słowa przedszkolanki jako wskazówkę?

– To zależy, mamy różnych rodziców – wyjaśnia Justyna. – Często bywa tak, że rodzic współpracuje, słucha, a potem rozmawia z dzieckiem w domu. Bywają jednak także „furiaci”. Ci nie znoszą, kiedy przedszkolanka krytykuje zachowanie ich pociechy. Słyszę wtedy: „Proszę nie wyolbrzymiać, na pewno nie jest najgorszy w grupie”, „Jakoś w domu tak się zachowuje, więc proszę zastanowić się nad zasadami w przedszkolu” albo „Przesadza pani, przecież to jeszcze dziecko”. To bardzo przykre, ponieważ takie wypowiedzi sugerują, że stajemy przeciw dziecku. A to nieprawda, chcemy jego dobra. Gdy któreś np. bije inne dzieci, najpierw same przez kilka dni próbujemy walczyć z problemem, tłumaczymy zasady. Dopiero potem prosimy o pomoc samych rodziców – wyjaśnia przedszkolanka.

Traktowanie dziecka jak powietrze.

Ostatni zarzut nie szokuje, ale z punktu widzenia przedszkolanek ma wielkie znaczenie. O co dokładnie chodzi? Sprawę wyjaśnia Agnieszka, która w przedszkolu publicznym w Warszawie zajmuje się grupą starszaków:

– Rodzice często nie zauważają, że ich dzieci to po prostu ludzie, którym należy się szacunek – my z kolei jesteśmy na to wyczulone. Konkretyzując, chodzi o sytuacje, kiedy rodzic, stojąc obok dziecka, mówi o nim, tak, jakby go nie było. I nawija: „Wie pani, on już taki jest, w domu też możemy mówić po 100 razy”, „Paweł jeszcze czasem posiusia się do łóżka”, „Ostatnio zrobił taką awanturę…”. A przecież to dziecko stoi obok, słucha! Jak my czulibyśmy się, gdyby ktoś tak nas otwarcie krytykował w rozmowie, nie patrząc na naszą obecność i nie dopuszczając nas do głosu? To niby nic wielkiego, ale dla dziecka musi być to okropne… – dodaje Agnieszka.

Zawsze warto się zmienić

Nie znalazłaś w powyższych punktach nic, co opisywałoby ciebie? Gratulacje, najpewniej przedszkolanki będą za tobą tęsknić. Jeśli jednak jest inaczej – wyrzuty sumienia nic nie zmienią. Warto po prostu ustalić sobie nowe zasady i mocno się ich trzymać.