20 kwietnia 2017

Jeśli spodziewasz się dziecka, to zapewne po porodzie planujesz karmić je piersią. Prawdopodobnie słyszałaś już także, że naturalne karmienie to cudowna, magiczna czynność zbliżająca matkę i dziecko. To wszystko prawda, ale bądźmy tak zupełnie szczerzy – karmienie bywa też zwyczajną udręką. I jeśli naprawdę pragniesz karmić (co oczywiście zalecamy), to powinnaś już teraz przygotować się na to, że…

„Złapał, nie złapał, chyba źle ssie…” – i tak ciągle!

Początki karmienia to jakieś nieporozumienie. Ok, teoretycznie wszystko brzmi jak bułka z masłem: jest pierś, jest dziecko, łączymy jedno z drugim i gra. W praktyce będziesz próbowała sześćdziesięciu pozycji, zanim znajdziesz odpowiednią, obejrzysz czternaście zdjęć sutków w sieci, żeby porównać je z twoimi i upewnić się, że twoje nie są wklęsłe, będziesz słuchała odgłosów mlaskania i zastanawiała się, czy wszystko jest idealnie (a nie zawsze tak brzmi) i tak dalej, i tak dalej… Serio!

To będzie próba dla twojej asertywności.

Bo to jest tak. Gości full, codziennie ktoś się zjawia, żeby zobaczyć wasze śliczne maleństwo. I jeśli wyobrażasz to sobie tak, że aby nakarmić dziecko w spokoju udasz się do innego pokoju I BĘDZIESZ TAM SAMA, to cóż – nie, tak nie będzie. Zawsze zjawi się jakiś ktoś (mama, teściowa, szwagierka, kuzynka, ciocia 15-ta woda po kisielu) kto uzna, że patrzenie na twój biust jest super i podrepcze za tobą. Nie, nie zapyta, czy może. Bardziej prawdopodobne będzie to, że osoba ta będzie wlepiać się w twoją pierś, aż w końcu zapyta: „Ale wkładasz mu dobrze ten sutek?”. Cudownie.

Niektóre dni będą takie: pierś, pierś, pierś, pierś, łyk zimnej herbaty, pierś, pierś, pierś…

Nie nastawiaj się na to, że twoje dziecko napije się i zaśnie na trzy godziny. Owszem – tak może być, ale szanse na to są raczej jak na wygraną w totolotka. Marne. O wiele bardziej realne są za to przyszłe dni, w których zmienisz się w mleczarnię pracującą przez 23,5 godziny na dobę. W takie dni karmienie nie jest magią. Zamiast cudu więzi z dzieckiem poczujesz raczej płacz na końcu nosa, a umycie zębów wyda się luksusem.

Zapomnisz o ładnych ubraniach.

Zawartość twojej szafy będziesz dzieliła na: nie do karmienia (95%) i do karmienia (cała brzydka reszta). Oczywiście możesz kupić sobie najpiękniejsze koszule i bluzeczki specjalnie do karmienia – problem w tym, że jeśli jesteś zwykłą zjadaczką chleba, to opcja: „bluzka za 250 zł, którą ponoszę rok, a potem już będzie za duża w biuście i brzuchu” będzie wystarczająco zniechęcająca.
Aha, piękna bielizna do karmienia też jest bardzo droga. Tanie są bawełniane, białe staniki ;-).

Twoje ciało będzie myliło dotyk męża z dotykiem dziecka.

Innymi słowy zawsze, gdy twój partner dotknie twojego biustu, poczujesz znajome mrowienie oznaczające nową produkcję pokarmu dla oseska. Gdy dodasz do tego obawę przez wyciekającym mlekiem… cóż, do łóżkowych szaleństw jest to średnia zachęta.
Z ciekawostek – czy wiesz, że twoje piersi być może będą mrowiły cię także wtedy, gdy zapłacze jakieś obce, równie malutkie dziecko?

Naciągniesz sobie ścięgna.

To coś, o czym się zapomina, ale czego doświadcza niemal każda karmiąca. Kładziesz się wygodnie, przykładasz dziecko do piersi, przez sekundę syczysz z bólu (te cudowne początki…), zaczynasz karmić. I wtedy dostrzegasz to – telefon prawie, no prawie na wyciągnięcie ręki. Musisz go zdobyć, bo inaczej umrzesz z nudów. Albo ktoś zadzwoni i przestraszy dziecko. Więc wyciągasz tę rękę, wyciągasz… i tak, czujesz przenikliwy, kłujący ból mięśni ramienia. Właśnie nadwyrężyłaś swoje ścięgna. Uwierz – to nie jest ostatni raz.

Będziesz bała się wyjść z domu.

Bo i niby jak tu wyjść na spokojnie wiedząc, że jest się jedyną na całym świecie istotą, która potrafi dać dwutygodniowemu i baaardzo głośnemu niemowlęciu to, czego pragnie? Jak tu się nie martwić na zakupach ze świadomością, że ono może w tym czasie krzyczeć tak, że pękają szyby? Już nawet wyjście na ściągnięcie szwów u ginekologa jest traumatycznym wydarzeniem!

Będziesz bywała smoczkiem.

Tak, smoczkiem. Nie matką karmiącą, tylko czymś, co niemowlę chce possać dla spokoju i świetnego samopoczucia. To też nawiązanie do punktu 3, czyli „pierś, pierś, pierś…”. W poradnikach znajdziesz co prawda informację, że dziecko najada się, a potem śpi. Ale niewiele osób pisze o tym, że ono tylko cmoknie dziesięć razy, a potem zasypia z brodawką w ustach. I nie, nie oznacza to, że możesz je odłożyć do łóżeczka.

„A może jest głodny? Ile zjadł?”

Pytanie: „A może jest głodny?” usłyszysz jakieś pięćset razy tygodniowo. Bardziej denerwujące jednak jest to, że ludzie uważają, że skoro to twoje piersi, to najwidoczniej masz w nich wbudowaną wewnętrzną miarkę. I że po karmieniu wyświetla ci się w głowie: „ubyło: 70ml”. Jedyną odpowiedzią, którą będziesz miała wówczas ochotę rzucić, będzie: „Kurcze, skąd mam wiedzieć? Ciągle je!”

Jeszcze długo się nie napijesz.

I tym razem nie mówimy o mleku . Ok, alkohol nie jest najważniejszy w życiu, a już zdecydowanie jest mniej ważny niż dobra płynące z karmienia naturalnego. Ale w ciągu tych kilku miesięcy co najmniej kilka razy zerkniesz tęsknie na butelkę wina – bo po tych trudnych dniach mała lampeczka byłaby tak bardzo, bardzo wskazana…



  • Basia Ci

    Cała prawda w tym artykule. Wszędzie tylko piszą że kp jest przepiękne i kobiety dazcicie do tego żeby nie przejść na butle ale nikt nie napisze że początki to litrami wypływające łzy z bólu. Ja dałam radę ale było naprawdę bardzo ciezko, karmię już ósmy miesiąc i teraz powiem że było warto się przemeczyc i być tylko i wyłącznie dla dziecka. Teraz już rozszerzamy dietę i jest fajnie bo w końcu mogę zostawić dziecko z kimś i wiem że nie będzie wolało o cyca i wiem że nie wypłacie się z głodu. Dużo sił dziewczyny i wierzcie że dacie radę i nie słuchajcie tekstów typu „Ty nie masz mleka, masz chudy pokarm, to dziecko ciągle płacze bo jest głodne…”