23 lipca 2012

Wiem, że ciepło i serdeczność jakie dajemy od siebie wraca do nas i pozwala się ogrzać dodając sił na każdy następny dzień. Zaczęłam moje lalki, aniołki rozdawać innym. Kiedy zobaczyłam jakie zdziwienie i radość się z tym wiązały uznałam, że właśnie o to w tym całym moim szyciu chodzi. (…) To co robię jest dla innych…dla choćby jednego uśmiechu osoby dorosłej, która sobie przypomni o tym, że kiedyś była dzieckiem i dla uśmiechu i radości dzieci, które niezwykle ciepło przyjmują takie prezenty – Dominika Wójcik

Pani Dominika, autorka bloga Zebyniezwariować.pl jest pracującą zawodowo mamą dwójki dzieci, której pasją stało się szycie i zabawa różnymi technikami tworzenia. Pani Dominika tworzy lalki, filcowe misie i biżuterię sutaszową.

Jak zaczęła się Pani przygoda z rękodziełem?

D.W.: „Moja przygoda z lalkami, filcowymi misiami i biżuterią sutaszową zaczęła się od bardzo dla mnie tragicznego splotu zdarzeń. Wychowuję dzieci sama z pomocą mojego byłego męża. Mają ze sobą częsty regularny kontakt, który moim zdaniem ma bardzo dobry wpływ na Ich rozwój. Po rozstaniu z mężem poznałam cudownego Człowieka, który po roku naszego wspólnego życia tragicznie zmarł. Świat tak naprawdę mi się zawalił…w pracy dodatkowo zaczynały się zmiany organizacyjne, które wymagały ode mnie maksymalnego skupienia i ogromnego wysiłku. Praca wymagała bycia profesjonalistą, nie ma tam miejsca na płacz, smutek czy nicnierobienie. Pracowałam przez rok jak robot, wieczorami padałam ze zmęczenia i tak naprawdę nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje. Przez rok nie byłam na urlopie aż w końcu baterie mi się wyczerpały…musiałam odpocząć. Przez ponad miesiąc się podnosiłam, celem moim było wyjście ze smutku, w którym tkwiłam.

I wtedy zaczęła Pani szyć?

D.W.: Wszystko zaczęło się jakieś 4 lata temu. Zupełnie przypadkiem trafiłam na jakąś stronę internetową z lalkami typu tilda. I postanowiłam uszyć taką samą. Jako, że nie miałam maszyny do szycia, pierwszą lalkę uszyłam całkowicie ręcznie. Była nieporadna i krzywa, ale była wytworem moich rąk. Moja sześcioletnia wtedy córka była zachwycona. Postanowiłam kupić maszynę do szycia, nakupiłam materiałów, koronek, tasiemek, guziczków i zaczęłam szyć. Z każdą lalką czułam się coraz lepiej, szycie pozwoliło mi na oderwanie myśli od pracy i tęsknoty, która we mnie wciąż była i chyba na swój sposób jest nadal.

Założyłam blog zebyniezwariować.blogspot.com, którego tytuł wtedy idealnie oddawał to dlaczego szyję. Dzięki temu blogowi poznałam kilka fantastycznych kobiet, które swoimi pracami mnie nieco zainspirowały i z każdym następnym postem dodawały mi skrzydeł.

 

A jak Pani dzieci odbierają Pani twórczość?

D.W.: Zanim pokazałam jakąś lalkę na blogu, poddawałam ją krytyce moich dzieci…ale One były dla mnie wyjątkowo mało krytyczne. Podobało im się to co robię. Tak naprawdę dzięki dzieciom i lalkom wracałam do życia. Przestałam podglądać innych i szyłam tak jak mi wyobraźnia podpowiadała. Próbowałam swoich sił w lepieniu aniołków z masy solnej, „liznęłam” wikliny papierowej, potem odkryłam możliwości wełnianej czesanki aż skończyłam (jak na razie) na biżuterii sutaszowej.

No właśnie – oprócz lalek tworzy Pani biżuterię, czy z obydwu profesji czerpie Pani tyle samo satysfakcji?

 

D.W.: Biżuterię z sutaszu zobaczyłam na jednym z blogów i zapragnęłam mieć podobną, ale jak zobaczyłam ile ona kosztuje najnormalniej się popłakałam. Nie było mnie stać na takie cuda. Pomyślałam, że skoro nauczyłam się szyć lalki (o co nigdy bym siebie nie podejrzewała) to może i tego spróbuję… Przecież jak mi nie wyjdzie to się nic nie stanie…a może się uda? 🙂 i tak zaczęłam swoich sił w tej dziedzinie. Nie znałam nikogo kto mógłby mi pomóc, nie wiedziałam też nic o warsztatach, na których mogłabym się tego nauczyć, więc metodą prób i wielu błędów poznałam podstawy, a z czasem zaczęło mi się podobać to co robię.

Mam świadomość, że jeszcze sporo muszę się nauczyć, ale wcale mnie to nie zniechęca. Mam w sobie jakąś taką siłę, która nie pozwala mi na zniechęcenie. Mam też blisko siebie dzieci, które są dla mnie najważniejsze. Ich zachwyt i podziw dają mi taką energię, że wstyd czasem nic nie robić. Moi znajomi i bliscy mówią, że bardzo się zmieniłam…dzięki temu co robię otworzyłam się na ludzi i okazało się po jakimś czasie, że to poczucie wyobcowania, które miałam wrażenie, że towarzyszy mi każdego dnia, jest tylko wytworem mojej wyobraźni.

Wiem, że ciepło i serdeczność jakie dajemy od siebie wraca do nas i pozwala się ogrzać dodając sił na każdy następny dzień. Zaczęłam moje lalki, aniołki rozdawać innym. Kiedy zobaczyłam jakie zdziwienie i radość się z tym wiązały uznałam, że właśnie o to w tym całym moim szyciu chodzi.

Czy rękodzieło jest dla Pani tylko pasją, czy również sposobem na życie?

D.W.: To co robię jest dla innych…dla choćby jednego uśmiechu osoby dorosłej, która sobie przypomni o tym, że kiedyś była dzieckiem i dla uśmiechu i radości dzieci, które niezwykle ciepło przyjmują takie prezenty.

Nie czerpię z tego korzyści materialnych, chociaż za kilka lalek mi zapłacono. Pieniądze przeznaczyłam na zakup materiałów, oraz na prezenty na Mikołaja dla ubogich dzieci z klasy mojej córki. Staram się jak mogę wspierać organizacje dla dzieci. W ubiegłym roku zostałam poproszona o uszycie aniołków na koncert charytatywny dla hospicjum dziecięcego w Krakowie.

W tym roku razem z przyjaciółmi z pracy zorganizowałam aukcję dla dzieci z Domu Dziecka w Zabrzu. Aukcja trwa właśnie (do 15-go sierpnia) a nasze prace można zobaczyć i kupić na facebookowej stronie https://www.facebook.com/BoWszystkieDzieciNaszeSa. Dochód ze sprzedanych prac w całości zostanie przekazany na konto domu dziecka.

Mam wielką nadzieję, że uda nam się zebrać choć trochę pieniędzy, które pomogą dzieciom. Ot cała moja filozofia i sens szycia. Lalki, aniołki dla innych, a biżuteria dla mnie i moich przyjaciółek abyśmy poczuły się ładniej 🙂

Jeśli Pani pozwoli, chciałabym tym samym podziękować kilku bliskim mi Osobom, które pomogły mi podnieść się i kibicują mi do chwili obecnej. Którzy byli blisko kiedy było mi źle i kiedy cieszyli się razem ze mną kiedy była ku temu okazja. Dziękuję moim dzieciom Magdzie i Leonowi, Sławkowi, Bogusi, Michałowi, Anicie, Jakubowi, mojej byłej teściowej Krystynie i Sebastianowi, który czuwa nade mną.

Bez nich nigdy nie udałoby mi się robić tego co robię teraz i nie czerpałabym z tego takiej radości i satysfakcji jaką czerpię każdego dnia.

Dziękuję za rozmowę!