22 marca 2017

„Wolałabym poleżeć w wannie”, „Czasem godzę się, żeby po prostu mieć spokój”, „na samą myśl mi się nie chce”, „raz na miesiąc to sukces”, „nie mogę, kiedy na nią patrzę” – to tylko kropla w morzu wypowiedzi młodych rodziców na temat ich życia seksualnego. W „realu” o tym nie mówimy, ale w Internecie pozwalamy sobie na szczerość. Wniosek? Rodzice małych dzieci uprawiają seks rzadko, byle jak i raczej niechętnie. Dlaczego? I jak to zmienić?
W ogromnej części historie młodych rodziców są bardzo podobne: przed ciążą seks był ważnym elementem związku, satysfakcjonującym dla obu stron. W trakcie starań chwilami robiło się dziwnie („pamiętaj, dziś o 15!”), ale ogólnie nie było na co narzekać. W ciąży u większości częstotliwość miłosnych uniesień znacznie malała, a wraz z urodzeniem się dziecka sfera seksualna niemal znikła. Niektórzy spotykają się w łóżku raz na miesiąc, inni raz na trzy tygodnie. I chociaż niewiele o tym mówimy, to bardzo nam to przeszkadza.

Dlaczego przestajemy uprawiać seks, gdy w domu pojawia się dziecko?

Przyczyn tej nieprzyjemnej dla małżonków sytuacji jest całkiem sporo. Warto przyjrzeć się im dokładnie:

Zmiany hormonalne

Zachodzące w większości w okresie połogu – czyli w okresie 6 pierwszych tygodni po porodzie. Brak ochoty na seks w tym okresie jest całkiem zrozumiały, więc nie ma sensu martwić się na zapas (zwłaszcza, że kobieta i tak musi najpierw „dojść do siebie”).

Zmęczenie

Najpierw krzyczącym noworodkiem i brakiem snu, potem energicznym roczniakiem, w końcu najczęściej – już dwójką dzieci. W wielu domach gwałtowne pogorszenie sfery seksualnej następuje właśnie po przyjściu na świat drugiego malca. Podwójne obowiązki rodzą chwilami koszmarne zmęczenie, więc łóżko zaczyna kojarzyć się tylko z upragnionym snem.

Nierówny podział obowiązków

Czyli klasyczna sytuacja: on chce, ona nie chce. Ona nie chce, ponieważ wszystko robi w domu sama, czuje się wykorzystywana, nieludzko zmęczona i pełna żalu.
W takim układzie chodzi o coś więcej, niż seks – to zachwianie całej relacji między partnerami. On nie rozumie, że może zachęcić swoją żonę do seksu nie tyle kwiatami, co posprzątaniem kuchni i ogarnięciem dzieci, dzięki czemu ona znajdzie chwilę na relaks. Ona nie ma śmiałości, by tak dosłownie to tłumaczyć albo nawet sama nie rozumie, skąd jej własna niechęć.
Dodajmy, że kobieta, która staje się matką, zmienia swoje spojrzenie na atrakcyjność mężczyzny. Mąż staje się podniecający nie wtedy, kiedy zabierze ją do kina, ale gdy jest po prostu „fajny”. Nie trzeba go prosić, żeby po sobie sprzątał, zabrał dzieci na spacer, wstawił pranie i zmywarkę. To mężczyzna, którym może pochwalić się przed przyjaciółkami, który swoim zachowaniem sprawia, że ona ma ochotę. Zrozumienie tego to często pierwszy krok w stronę ponownego zaproszenia seksu do małżeńskiego łóżka.

Zaprzestanie dbania o siebie

Zarzuca się to głównie młodym matkom, ale i panowie mają tutaj „coś na sumieniu”. Podsumowując – ona chodzi w dresie i bez makijażu, z nieułożonymi włosami (chociaż od porodu minęło 8 miesięcy), on zapuszcza wielki brzuch, a na amory ma ochotę po fajce na balkonie i piwie przed filmem. Każde patrzy na siebie z niechęcią, jednak żadne niczego z tym nie robi.

Czy seks jest potrzebny?

Zanim dojdziemy do tego, jak poprawić sytuację, chwila zastanowienia – czy seks jest naprawdę potrzebny? Jeśli sfera ta szwankuje, to czy dobrym rozwiązaniem nie jest po prostu „przeczekanie”?
Otóż niestety, nie. „Przeczekanie” jest najgorszym z możliwych pomysłów. Prowadzi do przyzwyczajenia, uśpienia tej sfery życia, narastania wzajemnych pretensji. Poza tym – na co czekać? Gdzie jest granica, od której małżeństwu „zachce się” uprawiać seks? Ona nie istnieje. Najpierw dzieci są małe, potem nie śpią w dzień i bywają wyczerpujące, następnie trzeba wrócić do pracy, a dzieci prowadzić na zajęcia dodatkowe, kolejny etap to szkoła i jej wymagania. Jeśli nie znajdziecie czasu teraz, to i później nie będzie łatwiej. A zdecydowanie warto walczyć, ponieważ:

  • seks to jedyna sfera, która w tak wyjątkowy sposób zbliża do siebie małżonków. Nie rodziców, tylko kobietę i mężczyznę. Dotyk, zwłaszcza ten intymny, daje bliskość i uspokaja.
  • seks odpręża. I poprawia naszą samoocenę. Młode matki, które często uprawiają satysfakcjonujący seks, czują się lepszymi żonami i mają wyższe poczucie własnej wartości. Podobnie jest z ich mężami.
  • seks umacnia relację. Może świetnie dogadywać się jako przyjaciele, jako rodzice małych dzieci, ale bez seksu nasza relacja stanie się słabsza – potwierdziły to liczne badania.
  • seks zaspokaja biologiczne potrzeby. Dzięki współżyciu w mózgu wytwarza się serotonina, zwana hormonem szczęścia.

Z kolei brak seksu – cóż, prowadzi do nieporozumień, odsuwania się partnerów, w końcu do zdrad.

Co robić?

To teraz odpowiedź na podstawowe pytanie – co robić, gdy seksu nie ma?
Po pierwsze – nie odsuwajcie problemu. Żadnego „pomyślę o tym później”. Wieczorem nalewacie sobie wina, zaczynacie rozmawiać, planujecie, jak zmienić sytuację. Potraktujcie to na serio, jako problem do rozwiązania.
Ta rozmowa nie musi być łatwa – być może będzie wymagała kompromisów. Jeśli ona jako jedyna „ogarnia” dom i dzieci, to bez zmiany z jego strony nic z tego nie wyjdzie.
Po drugie – zacznijcie o siebie dbać, jeśli to jest problematyczna sfera.
Po trzecie – przywróćcie intymność i bliskość do związku. O tym, co robić, by mąż nie stał się kolegą, przeczytasz tutaj.
Po czwarte – wprowadźcie znowu seks na co dzień. Nie oznacza to, że musicie się codziennie kochać. Ale całujcie się, czule dotykajcie, weźcie razem prysznic.
Po piąte – jeśli czujecie, że problem ma głębsze dno i nie wystarczy „start na nowo” i przypomnienie sobie, że jesteście także kochankami, skorzystajcie z pomocy. Lepsza jest terapia teraz, niż po dziesięciu latach, już w celu uratowania rozpadającego się małżeństwa.