31 marca 2017

Pierwsze przekleństwo padające z ust dwu- czy trzylatka zawsze robi na rodzicach piorunujące wrażenie. Zwykle wybierają oni jedną z dwóch reakcji: podnoszą alarm i głośno doprowadzają malucha do porządku albo… wybuchają gromkim śmiechem. Czy te reakcje są prawidłowe? Co tak naprawdę powinniśmy zrobić, gdy dziecko raczy nas coraz to „ciekawszymi” słówkami?

„Skąd ona to wzięła?!” – o przyczynach przeklinania u najmłodszych

Dlaczego właściwie dzieci przeklinają, skąd u takich maluchów potrzeba czy chęć używania słów wulgarnych i bardzo obraźliwych? Odpowiedź na to pytanie może zależeć od danego przypadku, jednak w ogromnej większości sprowadza się ona do trzech punktów:
• bo się uczy
To, że dziecko na pewnym etapie życia zaczyna przeklinać, świadczy o tym, że… dobrze się rozwija. Niewiarygodne? Już wyjaśniamy. Otóż dla uczącego się dziecka wszystkie nowe słowa są po prostu… nowe. Nie widzi różnicy w słowie „kretyn” i np. „fascynujący” – dopóki ktoś nie wyjaśni malcowi, co oznaczają, są po prostu słowami. Ich powtarzanie jest z kolei naturalnym etapem nauki. Jest zatem zupełnie naturalne, że malec słysząc nowe słowo, szybko je przyswaja – bez rozróżniania na te ładne i nieładne.
• bo widzi reakcję
Należy podkreślić, że przekleństwa w ustach dziecka rodzą emocje u innych, w tym u rodziców. Malec błyskawicznie to zauważa i oczywiście wykorzystuje – zwłaszcza, gdy jego słowa budzą ogólne rozbawienie i wesołość. Nie należy się zatem dziwić, że dziecko powtórzy słowo „piepsone” co najmniej 50 razy po tym, jak dzięki temu udało mu się rozbawić tatę. Widocznie był to świetny żart, prawda?
• bo naśladuje
Powiedzmy to wprost – bardzo często chodzi o naśladowanie rodziców. Większość z nas twierdzi, że nie przeklina przy dzieciach. I rzeczywiście, nie mówimy np. „idź, k….., w końcu spać”. Ale tak uczciwie patrząc – ile razy wymykają nam się słowa w stylu: „Byłam w urzędzie, nie uwierzysz, jaka idiotka tam pracuje”, „Jedź debilu, bardziej zielone nie będzie” albo „zajebisty film, nie?”. Nasze dziecko słucha i naśladuje nie tylko wtedy, kiedy mówimy bezpośrednio do niego!
Zakładając jednak, że jesteśmy „czyści” pod kątem przeklinania, nasza pociecha i tak ma ułatwione zadanie nauczenia się przekleństw. Wystarczy, że do południa włączymy któryś z paradokumentalnych seriali albo po prostu wyślemy malca do przedszkola, by otworzył się przed nim świat nieznanych dotąd słów.

Gdy dziecko przeklina – czego NIE robić?

Opis właściwego postępowania w tej sytuacji zacznijmy nietypowo – od wyjaśnienia, czego absolutnie robić nam nie wolno. Mianowicie:
• nie śmiej się
Oczywiście, że przekleństwo w ustach dziecka brzmi przekomicznie. To zupełnie naturalne, że słysząc: „kulwa mać” w ustach malca, który ledwo co mówi, masz ochotę rozpłakać się ze śmiechu. Ale nie rób tego. Krzywdzisz w ten sposób dziecko, ponieważ dajesz mu sygnał: „to jest śmieszne, dobre, zabawne. Rodzice są szczęśliwi i śmieją się, gdy mówisz „kulwa”.”. Późniejsze denerwowanie się na dziecko z powodu użycia tego samego słowa jest zwyczajnie nieuczciwe. To tak, jakbyś jednego dnia pochwaliła go za samodzielne ubranie się, a drugiego za to samo nakrzyczała.
• nie krzycz
„Jeśli jeszcze raz usłyszę to słowo, wylądujesz w pokoju na długą karę! Jesteś bardzo niegrzeczny!” – ok, chcesz doprowadzić dziecko „do porządku”. Ale przecież ono nie ma pojęcia, co zrobiło. Dlaczego krzyczysz, kiedy mówi: „sraka”, a nie, gdy mówi: „kisiel wygląda jak glut”? Sam krzyk to za mało i nie pozwala dziecku zrozumieć, DLACZEGO w ogóle nie ma używać danego słowa.
• nie przeklinaj
Łap się na wszystkich tych sytuacjach, w których pozwalasz sobie na większą swobodę w wyrażaniu złości. A potem stopniowo wykluczaj wyłapane słówka ze swojego słownika. W przeciwnym razie dziecko może i nie będzie przez jakiś czas używało przekleństw przy tobie (np. ze strachu), ale i tak nauczy się twojej kultury języka. Po prostu wykorzysta ją później.

Prawidłowe postępowanie

Gdy dziecko zaczyna przeklinać, bardzo ważne jest wytłumaczenie mu, jakich w ogóle słów używa – to najważniejsze zadanie rodzica. Kiedy więc usłyszysz „piepsone klocki”, weź malca na małą pogawędkę. Zupełnie spokojnie wytłumacz, że są słowa zwyczajne i brzydkie. Do tych drugich należy właśnie „piepsone”. Ważnym elementem tej rozmowy jest uświadomienie dziecka, że słowa te zawsze sprawiają komuś przykrość i są niepotrzebne.
Bardzo często zdarza się, że zwykła rozmowa wystarczy. Jeśli jednak tak się nie dzieje, a dziecko wyraźnie pragnie wzbudzić twoje zainteresowanie – ignoruj to, co mówi. Udawaj, że nie słyszałaś, nic nie wiesz, nic nie padło. Uwaga – to trudne, ale warto zachodu. Większość dzieci bardzo szybko nudzi się tą zabawą, a po kilku tygodniach po przeklinaniu nie ma nawet śladu.
Gdy zauważasz z kolei, że dziecko używa przekleństw adekwatnie, tzn. kiedy ponoszą je emocje – porozmawiaj o zastępnikach. Wytłumacz malcowi, że w chwilach złości można krzyknąć: „kurcze blade” albo „motyla noga!” – w ten sposób nie będzie tak brzydko, a łatwiej będzie poskromić złość.
Ostatecznie, gdy nic nie pomaga, pozostaje kara. Zanim jednak ukażesz smyka zakazem bajek czy odebraniem na pół dnia ukochanej zabawki, wyjaśnij, dlaczego to robisz. Powiedz np. – „w naszym domu nie mówimy tak brzydko. Jeśli dalej będziesz to robić, będę musiała cię ukarać, chociaż bardzo nie chcę tego robić”. W tym wieku najczęściej – i na szczęście, kończy się na groźbach.