21 marca 2017

Brak apetytu u najmłodszych to powszechny problem. Świadczą o tym nie tylko liczne rozmowy na ten temat, ale też pojawiające się na rynku suplementy diety, mające zachęcić dzieci do jedzenia. Rodzice się martwią, ale specjaliści podkreślają: mniej, niż 1% dzieci ma zaburzenia apetytu zagrażające jego zdrowiu. Co więc dolega reszcie?
Wbrew pozorom, problem dziecka z brakiem apetytu w większości przypadków jest bardzo łatwy do rozwiązania. Potrzebujemy do tego tylko racjonalnej oceny swojego postępowania i trochę wytrwałości.

Nie problem dziecka, lecz… rodziców

Problem braku apetytu u dzieci bardzo często wiąże się nie tyle z samymi zainteresowanymi, co i z ich rodzicami. Dlaczego?

Nie przekładamy potrzeb na wiek dziecka.

Ogromna większość rodziców przygotowujących obiad dla swojego kilkuletniego dziecka kładzie malcowi zbyt dużą porcję. Zamiast dwóch ziemniaków i połowy kotleta, nakładamy cztery ziemniaczki i cały kotlet. Tymczasem porcja dla trzy- czy czterolatka powinna mieścić się w małej miseczce. Dzieci mają mniejsze żołądki, po prostu. Kiedy czują się syte, przestają jeść. A wtedy zaczyna się: „no, ale zjedz do końca, zobacz, malutko ci zostało”. Zupełnie niepotrzebnie. Jeśli nie wiesz, jakie porcje powinnaś nakładać dziecku, przypatrz się daniom przedszkolnym.

Czujemy lęk przed głodem.

Naprawdę! Oczywiście chodzi nie o nasz osobisty głód, ale o głód dziecka. Traktujemy go niemal jak największą dolegliwość. Przekąski zabieramy wszędzie – na spacer, do kina, na zakupy. Ostrzegamy: „No zjedz, bo potem będziesz głodny!”. Pytanie – co stanie się, jeśli dziecko trochę zgłodnieje? Ba, a jeśli zgłodnieje bardzo? Oczywiście nic. Zje obiad z apetytem.

Zasypujemy malca przekąskami, nawet o tym nie wiedząc.

Wiąże się to ze wspomnianym „lękiem przed głodem dziecka” i przekonaniem, że dziecko musi zjeść cokolwiek, aby miało energię i siły. Gdy więc nasza pociecha nie chce zjeść obiadu, pada: „to może chociaż jogurcik zjesz? No coś musisz przecież”. Spirala się nakręca, bo dziecko podjadające między posiłkami nie ma czasu zgłodnieć. I znowu nie je kolejnego posiłku.
Rodzice, których dzieci stają się niejadkami, próbują wszystkiego – dekorują jedzenie, wykluczają z diety kolejne, nieakceptowane składniki, w końcu – sięgają po suplementy diety. Każdej mamie zależy, aby jej „niejadek zjadł obiadek”, prawda? Jak jednak potrzebę sięgnięcia po takie środki oceniają pediatrzy? Sprawdźmy to na konkretnym przykładzie.
Marta jest matką 2-letniego Tomka. Do 18-tego miesiąca życia jej syn pochłaniał wszystko, co wpadło mu w ręce, potem nagle stopniowo zaczął odmawiać posiłków. Zdenerwowana matka przy okazji wizyty u lekarza zapytała, co ten sądzi o suplementacji:
Byłam przekonana, że lekarz stwierdzi, że to dobry pomysł – sytuacja stała się naprawdę niepokojąca, bo mój syn niczego nie jadł. Lekarz jednak najpierw zważył mojego syna, a potem zaczął zadawać mi pytania. Podkreślił, że bardzo ważna jest moja całkowita szczerość. Pytał, co Tomek dostaje do picia, co do podjadania. Co robię, kiedy nie chce zjeść obiadu, ile godzin upływa od posiłku do posiłku. Czy podaję mu herbatniki, chrupki kukurydziane, soczki przecierowe, paluszki. Ile mleka wypija. Na koniec powiedział, że mój syn ma świetny apetyt i nie potrzebuje absolutnie żadnego suplementu. Dodał, że nie pozwalam jego organizmowi poczuć prawdziwego głodu, zapychając go przekąskami i sokami. I dał konkretne wytyczne, co robić. Czy pomogło? Ze wstydem przyznaję, że bardzo – wyjaśnia Marta.
Dla zobrazowania – czy wiesz, że jedna szklanka przecierowego, gęstego soku wypełnia żołądek dziecka w równym stopniu, co miseczka zupy?

Obudź w dziecku apetyt!

Czy zrobiłaś już w głowie „rachunek sumienia”? Zastanowiłaś się, jakie błędy mogłaś popełniać i czy przypadkiem nie popełniasz ich tak, jak Marta? Jeśli tak jest, mamy dla ciebie nowy plan działania. Oto, jak na nowo podejść do swojego „niejadka”.

  • Od dzisiaj pijecie wodę albo niesłodzoną, słabą herbatę – wszyscy, aby dziecko nie poczuło się pokrzywdzone. Oczywiście twoje dziecko nie będzie zachwycone tym pomysłem, jeśli do tej pory piło głównie soki. Będzie odmawiało jakiegokolwiek picia, wzbudzając twój niepokój. Odpowiedz sobie wówczas na pytanie: czy uważasz, że twoje dziecko, będące na pustyni, strasznie spragnione, odmówiłoby napicia się wody? Oczywiście, że nie. Poczekaj więc, aż poczuje prawdziwe pragnienie. Polubi tę wodę, bez obaw.
  • Jeśli twoje dziecko nie chce zjeść obiadu czy kolacji – nie zmuszaj go. Jednocześnie wyjaśnij, że nie może dostać niczego innego (czytaj: ciastka, paluszków, paróweczki itd.), ponieważ najpierw trzeba zjeść coś zdrowego. Spokojnie poczekaj, aż malec zgłodnieje i wtedy znowu zaproponuj mu normalny posiłek. Uwaga! Czasem trwa to nawet dwa dni, zwłaszcza, jeśli mamy „uparty egzemplarz”. Nie martw się, twoja pociecha nie umrze z niejedzenia. Musi po prostu poczuć prawdziwy głód.
  • Odzwyczaj się od ciągłego noszenia i podawania dziecku przekąsek. Zapisuj sobie, ile czego je dziecko – efekty mogą cię zdziwić. Unikaj też pułapek w stylu: „zawsze w hipermarkecie dziecko je bułkę” – to oczywiście nie problem, o ile nie jesteście właśnie przed obiadem. Zjedzona bułka to niemal pewność późniejszego grymaszenia przy stole.
  • Dopasuj porcje do wieku dziecka. Odpowiednia porcja dla trzylatka jest naprawdę niewielka (to też wyjaśnia, dlaczego dziecku „do przeżycia” wystarczą drobne przekąski). Nie nakładaj mu więc porcji jak dla dorosłego. 1/3 twojej będzie naprawdę wystarczająca i unikniesz wrażenia, że dziecko „znowu nie dojadło”.

Już po tygodniu od wprowadzenia tych zmian zobaczysz różnice – twoje dziecko przestanie być niejadkiem. Jedyne, co musisz zrobić, to ustalić jasne zasady, uzbroić się w cierpliwość i pohamować chęć podkarmienia „biednego, niejedzącego maluszka”. Z myślą, że to dla jego zdrowia będzie ci o wiele, wiele łatwiej.