19 grudnia 2018

Wychowanie to ciężki kawałek chleba. I chociaż wielu rodzicom wydaje się, że najgorszy jest okres do trzeciego roku życia, w rzeczywistości wiele błędów wychowawczych popełniamy znacznie później. Odpuszczamy, machamy ręką, przyzwalamy na to, na co nigdy przyzwalać nie powinniśmy. Oto 5 najgorszych zachowań, na jakie pozwalamy dzieciom w wieku szkolnym i które na pewno się na nas zemszczą.

Komórka w towarzystwie.

Niemożliwa jest ucieczka przed technologią, pędem naszych czasów. Niemożliwe jest „uchronienie” dziecka przed negatywnym wpływem telefonów, telewizji, Internetu, schowanie go w sztucznej bańce, w której znajdują się tylko drewniane klocki, puzzle i kreatywne zabawki. Nasza pociecha w końcu sięgnie po zdobycze techniki i nauczy się tego wszystkiego, co potrafimy my, a nawet wiele więcej. I ze świadomością tego wielu rodziców daje swoim pociechom zielone światło na korzystanie z wszelkich nowoczesnych urządzeń.

Gdzie leży błąd w ich postępowaniu? Oczywiście nie tyle w samym zezwalaniu na korzystanie z telefonów czy tabletów. Problem polega na tym, że nie uczymy dzieci kultury związanej z ich używaniem. Idziemy w odwiedziny do rodziny – dziecko nie rozmawia z babcią, tylko siedzi z nosem w telefonie. Przychodzą do niego koledzy – wyciąga telefon albo każdy siedzi ze swoją komórką. Co gorsza, bardzo często zdarza się, że rodzice sami zachęcają dzieci do takich praktyk – „To jak się nudzisz to weź sobie komórkę, za chwilę jedziemy”.

Konsekwencje pojawią się później. Kiedy będziemy wstydzić się za dziecko, że nie poświęca komuś uwagi. Kiedy na nasze słowa: „Porozmawiaj trochę z Kacprem, odłóż ten telefon, to niegrzeczne!”, nasza pociecha odburknie i pójdzie do siebie. I to akurat dziwne nie jest – skoro przez lat np. 13 nie widzieliśmy nic złego w takim postępowaniu, to pretensje należy mieć tylko… do siebie.

Nasza rada: Ucz dziecko kultury korzystania z telefonu. Tak, jak ty nie rozmawiasz z kimś półgębkiem, wisząc w telefonie, tak i dziecko nie powinno nikogo w ten sposób ignorować. Podkreślaj znaczenie tego, że gościom lub gospodarzom poświęca się uwagę, koniec, kropka.

Brak samodzielności.

Mama krojąca 12-latkowi kotlet? Przygotowująca kanapkę dla 9-latki? Pomagająca ubrać się 7-latkowi? Tak, to norma. Sprzątamy po dużych dzieciach po kąpieli, przynosimy piżamki, ręczniczki, jedzenie – a potem odnosimy talerzyk. Z przyzwyczajenia, z uprzejmości i troski. Takich mam jest tysiące.

Co dzieje się później? Cóż, mówiąc językiem młodzieży – „totalna olewka”. Trudno oczekiwać od nastolatka, że na widok sprzątającej matki zapyta: „Mamo, w czym ci pomóc?”, jeśli przez ostatnie dziesięć lat ta pomoc nie była w żadnym stopniu wymagana. Trudno oczekiwać, że takie dziecko będzie czuło się nieswojo w brudzie i nieładzie, skoro nigdy nie sprzątało i wydaje mu się to ponadludzkim wysiłkiem, zbędną fanaberią. Wyrośnie nam nieporadny leń, na którego nie będziemy mieli już wielkiego wpływu.

Nasza rada: Zastanów się, w ilu rzeczach wyręczasz swoje dziecko? Jak często odpuszczasz i odkładasz ten ręczniczek po 10-latku? Czy kiedy sprzątasz całe mieszkanie, twoje dziecko pomaga ci, czy ogląda bajki i prosisz go tylko: „Podnieś nóżki”? A może Twój siedmiolatek nigdy w życiu nie zrobił sobie prostej kanapki? Twoje odpowiedzi będą wskazówką!

Brak: „dzień dobry”, „do widzenia”, „dziękuję”, „proszę”.

O ile z wymaganiem słowa „przepraszam” rodzice zwykle nie mają problemu, o tyle już cała reszta zwrotów grzecznościowych bywa po całości ignorowana. Sytuacja, w której matka wchodzi np. z ośmiolatkiem do sklepu i tylko z jej ust pada: „dzień dobry”, a potem „do widzenia”, jest normą. Nikt nie zwraca na to uwagi. „Proszę” zostało zastąpione przez „masz”. „Dziękuję” pada coraz rzadziej – dla wielu polskich dzieci otrzymywanie nowych zabawek czy ubrań to nic innego, jak norma.

Nasza rada: Zastanów się, czy twoja starsza pociecha automatycznie mówi „dzień dobry” po wejściu do sklepu albo do babci. Czy mówi „do widzenia”? Jeśli nie – zacznij zwracać na to uwagę i wymagać. Nawet od nieśmiałego dziecka – zwroty grzecznościowe nie są torturą na miarę występu przed publicznością!

Przerywanie innym.

Chociaż zwrot: „Za naszych czasów było lepiej, inaczej” często jest irytujący (i nieprawdziwy), o tyle w tym przypadku ma sens. Kiedyś rodzice besztali swoje dzieci za przerywanie. Nie przeszkadzało się, kiedy dorośli rozmawiali. Dzięki temu sami potrafimy dzisiaj po prostu poczekać, aż ktoś skończy wypowiedź.

Dzisiaj ktoś, z kim matka rozmawia przez telefon, co chwilę słyszy: „Poczekaj chwilę”, „Moment, Zuzia coś chce”. Dzieci mają błogosławieństwo do nawet kilkukrotnego przerywania, nie wspominając już o tym, że bez trudu mogą przysłuchiwać się rozmowom nieprzeznaczonym dla ich uszu albo wtrącać się.

Nasza rada: Zamiast mówić do rozmówcy: „Poczekaj chwilę”, każ poczekać swojemu dziecku. Nie zawsze ma pierwszeństwo!

Granie bez umiaru.

Teoretycznie sprawdzamy, ile czasu spędzają nasze dzieci na grach komputerowych i kontrolujemy rodzaje tychże gier. W praktyce dotyczy to maluchów – gdy dziecko skończy 8 czy 9 lat, sporo rodziców nawet nie wie, „w co on tam gra”. Chociażby dlatego, że ściągnięcie nowej gry trwa kilka minut, a nam nie chce się co chwilę tego sprawdzać. A w związku z tym, że sami mamy mnóstwo obowiązków, przymykamy oko na ogólne wytyczne i przyzwalamy dziecku na granie nawet po kilka godzin dziennie.

Efekt jest łatwy do przewidzenia. Problem z uzależnieniem od gier komputerowych ma obecnie mnóstwo nastolatków. Co mówią ich rodzice? „Odszedłbyś od tego komputera, pograj w piłkę czy coś”. I na tym się kończy, bo przyzwyczajenie, a potem uzależnienie, to ogromne siły.

Nasza rada: Nie traktuj wytycznych dotyczących rodzajów gier oraz czasu grania jako fanaberii psychologów. Nie udawaj, że nie zauważasz, że właśnie mija druga godziny ślęczenia przed komputerem. Reaguj na czas.

Dodaj komentarz