25 stycznia 2019

Zgodnie z ogólnymi normami rozwoju dziecka, 18-miesięczny maluch powinien używać około 25 słów lub wyrażeń. Dziecko, które skończyło 24 miesiące, teoretycznie wypowiada i rozumie około 300 słów, buduje także najprostsze zdania. Czy oznacza to, że dwuletni brzdąc, który wypowiada np. tylko cztery słowa, nieprawidłowo się rozwija?

Polscy rodzice mają niełatwy orzech do zgryzienia. Z jednej strony w poradnikach i w sieci czytają o tym, jak sporo dziecko powinno już mówić w danym okresie życia, z drugiej słyszą słowa pocieszenia typu: „A daj spokój, córka mojej kuzynki Zosi nie mówiła do 4 roku życia, a jak zaczęła, to całymi zdaniami”. Naprawdę szybko można się w tym pogubić – spójrzmy zatem na sprawę bardziej obiektywnie.

„Dziecko powinno”? Nieprawda!

Zacznijmy od obalenia treści z poradników dla rodziców. Jak wspomnieliśmy, wiele z nich niepokoi rodziców z uwagi na zapis „dziecko powinno”, zamiast „większość dzieci”. W istocie chodzi bowiem o statystykę i to, w jakim wieku dzieci najczęściej zaczynają mówić.

Jednocześnie w książkach tych brakuje informacji, że jest to nic innego, jak statystyka, a wiele dzieci rzeczywiście ma prawo rozwijać się w swoim tempie. Dziecko to nie zaprogramowana maszyna i nie można dokładnie przewidzieć, kiedy zdobędzie poszczególne umiejętności.

Gdyby autorzy poradników byli zupełnie szczerzy (albo dobrze zorientowani) zamieściliby w swoich pracach uspokajającą i w 100% prawdziwą informację, dotyczącą swego rodzaju zakresu tolerancji dla pewnych opóźnień w rozwoju dziecka. W niektórych przypadkach dopuszczalne opóźnienie (przez „dopuszczalne” mamy na myśli takie, które nie jest niepokojące) wynosi np. 3 miesiące (chodzenie), w innych np. 6 miesięcy (mowa dziecka).

Innymi słowy – jeśli twoja pociecha ma dwa latka i dopiero zaczyna mówić – czyli posługuje się np. czterema zwrotami, nie ma powodu do paniki. Zwłaszcza, jeśli dziecko dobrze komunikuje się z otoczeniem, o czym poniżej.

Komunikacja dziecka – nie „jak”, ale „czy”?

W rozpoznawaniu ewentualnych zaburzeń u malutkich dzieci bardzo ważne jest nie tyle to, jak dziecko się komunikuje (czyli czy mówi), ale to, czy w ogóle to robi.

Podajmy dwa przykłady dotyczące dwuletnich dzieci. Pierwszy chłopiec mówi tylko trzy słowa: „mama”, „tata”, „daj”. Niepokoi to rodziców, jednak na wizycie lekarskiej okazuje się, że nie mają problemów z komunikacją z dzieckiem. Malec kiwa głową, gdy czegoś nie chce lub na coś się zgadza, pokazuje paluszkiem, reaguje na imię i wykonuje sporo poleceń rodziców. Bardzo dużo mówi „po chińsku”, tłumacząc coś rodzicom w wielkich emocjach, co oczywiście rodzi rozbawienie całej rodziny. Dziecko jest bardzo kontaktowe, sporo naśladuje, niechętnie bawi się samo – marudzi wówczas i zaciąga rodziców do wspólnej aktywności.

Jeśli tak jest, rodzice nie mają powodów do niepokoju. Na tym etapie wystarczającą „terapią” jest po prostu częste mówienie do dziecka i zachęcanie go do tego samego. Dziecko komunikuje się świetnie – po prostu jeszcze nie mówi.

Drugi przykład to chłopczyk w tym samym wieku, u którego niepokoi coś więcej, niż brak mowy. Malec nie reaguje na imię, nie jest kontaktowy, nie lubi bawić się z innymi, a rodziców niepokoi „dziwna” zabawa – np. kręcenie wieloma przedmiotami. Dziecko nie wskazuje palcem, a brak umiejętności wskazania rodzicom swoich potrzeb doprowadza je do frustracji. Tutaj mówimy już o całkiem innej sytuacji, ponieważ malec ma nie tyle problem z brakiem mowy, co w ogóle – z komunikacją. Te objawy z kolei sugerują możliwość występowania zaburzeń ze spektrum autyzmu i im szybciej dziecko znajdzie się pod opieką lekarza, tym lepiej dla niego samego.

Rozprawmy się z mitami – nie wierz w te bajki!

Na koniec kilka słów o bardzo popularnych mitach związanych z mową małych dzieci. Oto, w co naprawdę nie powinnaś wierzyć:

„chłopcy mówią później, niż dziewczynki”

To nieprawda i na potwierdzenie takowej hipotezy nie ma żadnych dowodów. Istnieje mnóstwo dziewczynek z opóźnieniem mowy i mnóstwo chłopców, którzy zaczynają mówić już w wieku 10 miesięcy. Oraz, oczywiście, odwrotnie.

„dziecko może nie mówić nawet do 5 roku życia”

Czyli uzasadnienie dla wszystkich opowieści zaczynających się od „córka siostry kuzynki od tej pani z warzywniaka” J. Oczywiście to nieprawda – poza tym opóźnienie mowy po 3 roku życia może źle wpłynąć na relacje dziecka z rówieśnikami, np. w przedszkolu. Jeżeli dziecko ma 2,5 roku i mówi naprawdę niewiele, to zdecydowanie jest to już czas na wizytę u logopedy.

„do logopedy chodzi się dopiero, kiedy dziecko ma pójść do szkoły”

To nieprawda – jeśli coś nas niepokoi (brak mowy albo niepoprawna wymowa bądź jąkanie), to jak najbardziej warto udać się do logopedy. Specjalista oceni, czy nasze obawy są adekwatne do sytuacji i w razie potrzeby wskaże odpowiednią drogę postępowania. Czekanie na okres szkolny to w niektórych przypadkach prawdziwe marnowanie czasu.

 

Dodaj komentarz