22 maja 2019

Ciąża to najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Tak mówią zarówno te kobiety, które już ten etap mają za sobą, jak i te, które z niecierpliwością wyczekują rosnącego brzuszka i pierwszych kopniaków swojego maleństwa. O ile każda kobieta z czułością myśli o noszonym pod sercem bobasem, o tyle nie koniecznie przyjaźnie nastawiona jest do samego porodu zarówno tego naturalnego, jak i wykonanego przez cięcie cesarskie. Pierwszy kontakt z dzieckiem, jego płacz i ciepło maleńkiego ciałka bardzo szybko wymazują z głowy nie koniecznie miłe wspomnienia. Rany bardzo szybko się zabliźniają i pozostają już tylko zacierające się z czasem wspomnienia. Co zrobić, gdy jednak pozostaje z nami jedna pamiątka, która nie tylko przywołuje wspomnienia, ale bywa także, że obniża poczucie wartości kobiety?

Blizna po cieciu cesarskim, bo o niej właśnie mowa to bolączka kobiet, które z wielu różnych względów nie mogły urodzić dziecka w sposób naturalny. Cięcie ma miejsce w dolnej połowie brzucha, a jego wielkość uzależniona jest od wielu czynników, takich jak waga matki, wielkość i położenie dziecka. Prawidłowo utrzymywana higiena rany, zgodnie ze wskazówkami udzielonymi przez lekarza nie uchroni nas przed powstaniem blizny. Bywają również przypadki, kiedy powstaje bliznowiec, czyli przerost tkanki. Co należy zrobić, aby nie dopuścić do takiej sytuacji?

Pielęgnacja rany zgodnie z zaleceniami lekarza to podstawa. Po około 8 – 10 dniach w zależności od tempa gojenia rany, czyli gdy szwy zostaną usunięte i skóra będzie w całości zasklepiona, przechodzimy do fazy właściwej, czyli momentu, w którym możemy użyć preparatów przyspieszających gojenie i zmniejszających widoczność blizny.  Produkty, które trafiły w moje ręce to żel oraz plastry firmy Contratubex. Stosowałam je zamiennie. Żel używałam w ciągu dnia, natomiast plastry stosowałam na noc, co dawało mi gwarancje działania przez całą dobę. Już na samym początku zauważyłam różnicę. Rana zaczynała tracić na intensywności koloru i z dnia na dzień stawała się coraz bledsza. Stosując silikonowe plastry miałam natomiast poczucie, że blizna jest coraz bardziej wygładzona. Działanie produktów było nie tylko widoczne ale i  odczuwalne. Skóra była cały czas przyjemnie nawilżona i nie pozostawiała efektu ciągnięcia.

Aktualnie jestem już po długotrwałym stosowaniu żelu i plastrów i byłoby wielkim kłamstwem gdybym powiedziała, że blizny nie ma. Oczywiście jest, lecz w bardzo akceptowalnym i zadowalającym stanie. I nie dajcie się zwieść kochane mamy, bo nie ma na rynku preparatu, który zlikwiduje bliznę całkowicie. Jeśli chcecie natomiast być szczęśliwymi posiadaczkami bardzo delikatnej i prawie nie widocznej wersji blizny polecam Wam szczerze Contratubex. Możecie go zakupić bez recepty, w postaci plastrów lub żelu. Jednak według mnie stosowanie tych produktów naprzemiennie i regularnie przynosi najbardziej pożądany i zadowalający efekt.

Autor: Małgorzata Czachorowska

Dodaj komentarz